
Recenzja Ether By Elementum - czy włosy stają na głowie
Źle wyglądam w krótkich włosach. Moja okrągła twarz i parę dodatkowych kilogramów widać jak na… dłoni? W każdym razie widać. Nie mam fryzury w stylu 2008 Bieber, ale włosy są długie i delikatnie zaczesuję je na bok. Są też wyjątkowo proste, układają się naturalnie do przodu i całkowicie oporne na stylizacje. Z racji tego gdzie pracuję przeszedłem już przez całą serię produktów do stylizacji, miałem też w rękach właściwie wszystkie produkty od By Elementum, zarówno ze starej serii jak i z nowej. Uwielbiam Deserto i Terrę - kapitalne produkty. Przyszedł też czas na Ether, który uszkodził się w wysyłce - wziąłem go na testy. Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre, ale zastrzegam, że przy włosach dłuższych niż 10 cm trudno określić chwyt jako mocny. Bez dobrego prestylera włosy kładą się w ciągu dnia, a grzywka po kilku godzinach wisi przed oczami.
Hybrydowa glinka o ekstremalnej objętości
Ether to nie jest pierwsza glinka, która wpadła mi w ręce. Widziałem pierwsze opinie na facebookowych grupach i forach, ale z zasady traktuję je sceptycznie. Nie ma pomady na ziemi, która pasuje wszystkim. Każdy ma trochę inne włosy, inaczej nakłada produkt i ma inną wiedzę, jak z nim pracować. By Elementum od zawsze oferuje naturalne składy, które nie zapychają porów - nigdy nie miałem po produktach tego polskiego producenta problemów skórnych.
Codziennie rano walczę ze stylizacją i mogę pomarzyć o poranku bez mycia głowy, nawet jeżeli ostro zaspałem. Zazdroszczę tym, którzy w takich nagłych wypadkach mogą tylko poprawić włosy, delikatnie je przeczesać i nałożyć mikro ilość produktu przed pracą. Ether sprawdziłem w kilku wariantach - między innymi nakładając niewielkie ilości na mocno wilgotne włosy i stylizując podczas suszenia suszarką. Poradził sobie całkiem nieźle, choć za pierwszym razem przesadziłem z ilością i posklejał włosy do stopnia, w którym konieczne było kolejne mycie.
Zaskoczeniem była fajna objętość. Udało mi się podnieść włosy u nasady i zyskać naturalny kształt oraz lekkość. Problemem okazała się trwałość, bo w tym wypadku konieczne jest dołożenie produktu już po suszeniu. I znowu zaskoczenie, bo Ether lepiej niż jego bracia z oferty rozciera się w dłoniach. Deserto czy Caeli wymagają więcej zachodu, dlatego przyznaję magiczne dwa punkty dla Etheru. Produkt łączy trzy rodzaje glinek - białą kaolinową, czarną illitową z kwarcem i ziemię okrzemkową. Taki miks sprawia, że fryzura zyskuje strukturę i objętość bez efektu obciążenia. Producent obiecuje maksymalną objętość i wyrazistą teksturę - i serio, to nie jest marketingowa bujda.
Dla kogo i po co?
Ether poleca się do fryzur typu messy, controlled chaos, pomp i textured crop. Mam cienkie włosy i zawsze wyglądały jak przyklapłe - z Etherem zaczęły „żyć”. W opisach producenta znalazłem fragment o iluzji grawitacji; coś w tym jest, bo uniesienie włosów u nasady jest dziecinnie łatwe. Przy krótszych włosach efekt będzie naprawdę trwały, ale powyżej 5-6 cm trzeba się nagimnastykować, żeby efekt utrzymał się przez cały dzień. Kluczowy jest efekt matu - produkt nie zostawia żadnej „siwizny”, a na mokrych włosach daje naturalne, niemal niewidoczne wykończenie.
Upraszczając, glinka Ether najlepiej zadziała u posiadaczy:
- cienkich włosów - zyskują objętość i wreszcie są widoczne;
- kręconych i falowanych - może uwydatnić naturalny skręt, ale ich nie „napuszy”;
- stylów messy i controlled chaos - jeśli lubisz niedbały porządek, to jest produkt dla Ciebie.
Oczywiście każdy włos jest inny, dlatego warto testować ilość i sposób aplikacji. U mnie sprawdziło się mniej produktu niż radzi producent - ziarnko grochu w zupełności wystarczało.
Konsystencja i zapach
Pierwsze wrażenie? Konsystencja przypomina krem - lekko ziarnista, ale po rozgrzaniu w dłoniach staje się gładka. Rozprowadza się kosmicznie łatwo. Zapach przypomina mi tonik Grail: delikatna limonka, pomarańcza oraz goździki z imbirem. Nie jest nachalny ani mocny; nie czuję go w ciągu dnia, nawet przeczesując włosy. Kolor jest ciemny, grafitowy, ale nie zostawia śladów na włosach.
Lepszy niż deserto?
Nie powiedziałbym, że jest lepszy czy gorszy. Na pewno jest inny. Przy mojej długości włosów chyba postawiłbym na deserto, ale z niego ciężko jest mi uzyskać bardzo naturalną formę i kształt. Mocno widać, że mam coś na włosach. Ether da się tak manipulować i stylizować, że ktoś postronny nie będzie widział mojej stylizacji. W porównaniu do Caeli wypada lepiej na przykład w konkteście rozcierania i nakładania na włosy, ale chwyt mają w miarę zbliżony do siebie. Z całego tego grona ma moim zdaniem najlepszy efekt matu, delikatny i estetyczny. Nie da się z niego właściwie zrobić siwej wręcz ściany na włosach. Cała trójka natomiast nigdy nie przysporzyła mi żadnych problemów skórnych, ale tutaj z kolei potrzebny byłby ktoś kto stosował je dłużej niż 1-2 miesiące.
Co siedzi w środku?
Mieszanka glinek w Etherze jest nieprzypadkowa: kaolin pochłania sebum, illit z kwarcem zapewnia chwyt, a ziemia okrzemkowa lekkość. To nie tylko teoria - w praktyce każdy z tych elementów ma swoje zadanie. Najważniejsze jest dla mnie, że skład nie zapycha skóry. Producent dorzuca do otoczki produktu filozofię alchemii - Ether to piąty element, niewidzialna siła łącząca ogień, wodę, powietrze i ziemię. Brzmi jak marketing? Może, ale w praktyce ta glinka faktycznie spina fryzurę w spójną całość.
Dla ciekawskich - większość składników jest pochodzenia naturalnego, a produkt jest wegański.
Jak używać - moje triki
Nie ma sensu przesadzać z ilością. Serio, ziarnko grochu. Rozetrzyj w dłoniach, aż poczujesz, że robi się miękka. Nakładaj od tyłu głowy do przodu i modeluj palcami. Chcesz większej objętości? Weź suszarkę z dyfuzorem i kieruj strumień pod włos. Ether łapie fryzurę od razu, ale największy plus jest taki, że w ciągu dnia możesz ją delikatnie rozczesać i ułożyć na nowo. Co do zmywania - niewielką ilość jesteś w stanie wypłukać nawet ciepłą wodą. Z resztą poradzi sobie zwykły szampon. Natomiast jeśli poszalejesz, tak jak ja przy testach, to potrzebna będzie odżywka albo dobry szampon typu “scrub”.
Z czasem wypracowałem własne patenty, dzięki którym glinka działa jeszcze lepiej:
- Mniej znaczy więcej: mała ilość wystarczy i najlepiej nakładać ją na lekko wilgotne włosy, dzięki czemu rozprowadza się równomiernie.
- Pre-styling: odrobinę wetrzyj przed suszeniem, a potem dołóż trochę po, aby zbudować trwałą objętość.
Jak wypada na tle innych glinek?
Testowałem sporo produktów. Klasyczne glinki potrafią robić z włosów kredę, a efekt utrzymuje się do pierwszego deszczu. Inne pomady clay zawierają tyle wosku, że wieczorem czujesz, jakbyś wyciągał gumę do żucia z włosów. Ether jest gdzieś pośrodku: łączy trzy glinki i lekkie woski, dzięki czemu daje mega objętość i teksturę, ale nie obciąża. Zapach? Zamiast chemicznego aromatu - świeże cytrusy i przyprawy. No i to nawiązanie do piątego żywiołu - fajny smaczek dla geeków.
Ether zmywa się łatwo jednym szamponem i jest wydajny. Zapach jest naturalny, cytrusowo‑korzenny, a glinka nie barwi włosów. W przeciwieństwie do wielu clayów nie podrażnia skóry głowy.
Podsumowanie - czy warto?
Podsumowując: Ether to glinka, która postawiła mi włosy na głowie (w dobrym tego słowa znaczeniu). Hybrydowa formuła daje objętość i teksturę, a dzięki woskom fryzura jest elastyczna. Matowe wykończenie i szybkie działanie to to, czego szukałem. Polecam zwłaszcza posiadaczom cienkich i normalnych włosów - w końcu coś, co nie przyklepuje fryzury. Jeżeli marzysz o „controlled chaos” na głowie i ciekawym zapachu, Ether będzie idealny. A jeśli wolisz błysk i perfekcyjne zaczesanie - cóż, w tej bajce są inne produkty.
Na koniec - trochę prywaty: przed Etherem poranny rytuał trwał w nieskończoność, teraz wystarczy kilka sekund. To drobiazg, ale naprawdę poprawia humor. W moim przypadku glinka okazała się piątym elementem - łączy lekkość, objętość i naturalny skład. Uważam, że warto.